• Wpisów:53
  • Średnio co: 55 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 18:41
  • Licznik odwiedzin:8 284 / 3017 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Bilans,

Dzisiaj treningu brak. Miałam biegać bo jutro wychodzę ze znajomymi po pracy i wrócę pewnie późno, więc nie dam rady biegać. Ale niestety dzisiaj boli mnie gardło i pęka głowa, a do tego po wczorajszym biegu rozbolało mnie ścięgno Achillesa. I głównie z ostatniego powodu robię dzisiaj przerwę. Myślę, że jak odpocznę dziś i jutro to moje ścięgno też wypocznie i się zregeneruje i w piątek będę mogła znowu pobiegać

A jeśli chodzi o dietę, to dzisiaj zaszalałam z ostatnim posiłkiem. Ale miałam ogromną chęć na jajka, których nie jem praktycznie w ogóle. Tak więc pozwoliłam sobie na dosyć niezdrową wersje jajka. Dzisiejsza menu wyglądało następująco:

I posiłek: gruszka, banan.
II posiłek: sałatka (sałata lodowa, rukola, szpinak, kiełki cebuli, ogórek) posypane chilli.
III posiłek: 2 kromki chleba pełnoziarnistego owsianego, pasta paprykowo - bakłażanowa, sałata lodowa, rzodkiewka.
IV posiłek: 2 jajka sadzone, kromka chleba pełnoziarnistego owsianego, kisiel z kawałkami owoców.
 

 
Wczorajszy bilans,

Trening:
Bieg:
5 minut marszu
12 min biegu
2 minuty marszu
8 min biegu
2 minuty marszu
10 min biegu
5 minut marszu
Łącznie biegłam 30 minut. Naprawdę jest coraz lepiej po woli zaczynam być z siebie zadowolona jeśli chodzi o bieganie.

A jeśli chodzi o wczorajsze jedzonko to zjadłam:
I posiłek: makaron z warzywami (brokuł, kalafior, marchew), pasta paprykowo - bakłażanowy, rukola, szpinak.
II posiłek: banan, 2 ciastka owsiane z żurawiną - santa.
III posiłek: 1 kromka chleba pełnoziarnistego owsianego, pasta paprykowo - bakłażanowa, rukola, rzodkiewka, kiełki cebuli.
IV posiłek: kleik na wodzie.
 

 
Bilans,

Trening:
Bieg:
5 minut marszu
12 min biegu
2 minuty marszu
6 min biegu
1 minuta marszu
10 min biegu
Razem 28 minut biegu. Jest coraz lepiej

Dzisiejsze menu:
I posiłek: banan, gruszka.
II posiłek: pieczone ziemniaki z sosem z cukinii, marchewka z groszkiem.
III posiłek: 2 ciastka jęczmienne z siemię lniane - santa.
IV posiłek: frutajl śliwka - jabłko z musli (niezbyt smaczne pierwszy i ostatni raz to piłam).
V posiłek: makaron z warzywami (brokuł, kalafior, marchewka), sos z pomidorów i bakłażana, roszponka.
 

 
Bilans,
Trening:
Bieg:
5 minut marszu
10 min biegu
2 minuty marszu
6 min biegu
2 minuty marszu
7 min biegu
5 minut marszu
Razem 23 minuty biegu.

A jeśli chodzi o dietę, to trzymałam, ale wieczorem odwiedziłam znajomych. Żeby nie gadali, że już do reszty mnie poje... To zjadłam kurczaka i trochę sałatki. Ale myślę, że mogę to uznać za kolację, bo dzisiaj bardzo mało jadłam, całkowicie pochłonęło mnie sprzątanie mieszkania i nie myślałam o jedzeniu. Chociaż sałatka była z majonezem i dużo ilością żółtego sera, ale zjadłam jej malutko, więc mogę sobie to wybaczyć.

Zjadłam:
I posiłek: 2 kromki chleba bezglutenowego własnej roboty (ryżowo - gryczano - kukurydzianego, z dynią, słonecznikiem, sezamem), masło orzechowe, banan, cynamon.
II posiłek: pieczone ziemniaki, sos z cukinii, marchewka z groszkiem.
III posiłek: Pieczone udko kurczaka, sałatka z żółtym serem, kukurydzą, czerwoną fasolą, szczypiorkiem, majonezem, śmietaną.
 

 
Wczoraj,
Wczorajszy dzień był dosyć męczący, albo to ogólne zmęczenie całym tygodniem. Niestety nie miałam czasu i sił na biegania, ani na żadne inne ćwiczenie. Po pracy popędziłam na zakupy bo lodówka pusta gdy wróciłam do domu było już po 20. I w sumie już ledwie patrzyłam na oczy. Się tylko ogarnęłam i poszłam spać.

Dlatego treningu - brak.

Diety też do końca nie trzymałam, bo dopadła mnie chęć na loda i się nie powstrzymałam - zjadłam go. Trudno, teraz nie mam co sobie robić wyrzutów. Zdarza się. Chociaż z drugiej strony chyba przez takie chwilowe słabości moja waga ciągle się waha między 50, a 51 kg. I tak jest nieźle bo było 52kg. Ale wolałabym, gdyby ciągle spadała. A nie jednego dnia jest 50kg i już jestem taka szczęśliwa i dumna z siebie. A następnego dnia staje a tam 51kg. I sobie myślę kurde o co chodzi? Dlaczego? ehhhh

Wczoraj zjadłam:
I posiłek: 2 kromki pełnoziarnistego chleba żytniego, masło orzechowe, banan, cynamon.
II posiłek: ryż z warzywami, filet z pangi.
III posiłek: jabłko, 1 kromka chleba z jajkiem.
IV: krem z marchwi, makaron kukurydziany, lód - rożek waniliowy.




















 

 
Bilans,

Dzisiejszy trening:
Bieg:
5 minut marsz
10 min bieg
2 minuty marsz
5 min bieg
2 minuty marsz
10 min bieg
5 minut marsz
Razem biegu 25minut.

A jeśli chodzi o dietę, to dzisiaj było tak:

I posiłek: 2 kromki chleba pełnoziarnistego, pasta z czosnku, pasta z bakłażana, papryka, kiełki rzodkiewki, roszponka.
II posiłek: pieczone ziemniaczki, gotowana fasolka szparagowa.
III posiłek jabłko.
IV posiłek: ryż z warzywami, 2 kostki czekolady.
 

 
Bilans,
Dzisiaj trening brak, ponieważ mam dzień na regenerację mięśni.

A jeśli chodzi o dietę to wyglądała ona następująco:
I posiłek: 2 kromki chleba pełnoziarnistego, pasta z czosnku, filet z indyka, papryka, kiełki rzodkiewki.
II posiłek: sałatka (kapusta pekińska, roszponka, jarmuż, rzodkiewka, kiełki rzodkiewki), sos musztardowy.
III posiłek: chlebki - sucharki 3 ziarna, guacamole.
IV posiłek: fruktajl mango - brzoskwinia.
V posiłek: pieczone ziemniaczki, gotowana fasolka szparagowa, sałatka z marynowanego patisona.
 

 
Bilans,
Dzisiejszy trening:
Bieg
5 minut marszu
5 min biegu
2 minuty marszu
10 min biegu
2 minuty marszu
5 min biegu
2 minuty marszu
5 min biegu
5 minut marszu
W sumie biegłam 25 minut.

A jeśli chodzi o dietę to dzisiaj zjadłam:
I posiłek: szejk z 3 bananów z garścią szpinaku, płatki kukurydziane.
II posiłek: talerz zupy kalafiorowej.
III posiłek: sałatka (sałata lodowa, szpinak, rukola, jarmuż, rzodkiewka, kiełki brokuła), sos musztardowy.
IV posiłek: 2 banany, pół kromki chleba z pieczonym schabem.
V posiłek: 2 talerze kapuśniaku.




Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Bilans, nowe buty...
Wczoraj mnie tu nie było i lepiej może nie będę wspominać o mojej diecie i ćwiczeniach bo zawaliłam po całej linii.

Ale najważniejsze, że dzisiaj wróciłam na dobrą drogę Moja przygoda z bieganiem się powoli rozkręca. Jak wspominałam na początku, nie mam żadnego stroju - biegam w dresach i do dziś biegałam w trampkach. Wczoraj będąc na zakupach stwierdziłam, że pooglądam buty do biegania. No bo wiadomo jak się na poważnie wkręcę to będę potrzebowała porządnych butów. I tak od sklepu do sklepu nic mi się nie podobało i w ogóle ja nie jestem adidasowym człowiekiem. Ostatnio kupowałam adidasy chyba w szkole podstawowej czyli baaaardzo dawno temu. No ale trafiłam do reeboka i wcale nie miałam zamiaru kupować butów - tylko oglądałam. A tam rozprzedaż do -80%. No i jak tu się na coś nie skusić? Przecież lepiej wydać 150 zł, a nie 400zł. I skończyło się to tym, że kupiłam buciki za 120zł. Są to dokładnie reebok realflex speed 3.0, a prezentują się tak:




Jak je dzisiaj założyłam, to czułam się bardzo dziwnie. Ale jak ruszyłam do biegu to się w nich zakochałam. W takim obuwiu to można biegać. Komfort biegu nie do opisania. Jestem osobą początkującą w biegach, a widzę wielką różnice. Trampki do biegania się nie nadają w ogóle, po dzisiejszym biegu już to wiem na 100%. Ze szczęścia i przyjemności z biegania udało mi się biec nieprzerwanie przez 10minut!

Trening:
Bieg:
5 minut marszu
5 min biegu
2 minuty marszu
4 min biegu
2 minuty marszu
3 min biegu
2 minuty marszu
10 min biegu
5 minut marszu
Razem biegłam 23 minuty. Jest coraz lepiej! Po dzisiejszym dniu jestem dumna sama z siebie

A jeśli chodzi o dietę to udało mi się ją dzisiaj utrzymać. Wróciłam do pracy, ciągła chęć jedzenia minęła, bo po prostu nie mam na to czasu.

Zjadłam:
I posiłek: 2 kanapki z pełnoziarnistym chlebem, pastą czosnkową, rukolą, polędwicą z indyka, rzodkiewką, kiełkami z brokuła.
II posiłek: sałatka: sałata lodowa, rukola, szpinak, jarmuż, rzodkiewka, kiełki z brokuła, sos musztardowy (musztarda, sos klonowy, malusieńko oliwy, chilli).
III posiłek: fruktajl kokos - ananas tymbarka, pół kromki chleba z wędliną drobiową i ogórkiem kiszonym.
IV posiłek: makaron ryżowy z warzywami chińskimi.





















 

 
Silna wola,
dlaczego to jest takie trudne? Dlaczego tak trudno odmówić samemu sobie? Dlaczego nie można się tak po prostu trzymać swoich postanowień? Czemu ciągle je łamie? Tak dobrze mi szło i dzisiaj popłynęłam - zjadłam kebaba!! Dobrze, że chociaż po za tym trzymałam się diety i biegałam. Bo jakbym cały dzień zawaliła i zero ćwiczeń to załamka. Ale myślę, że to i tak odbije się na mojej diecie. Wszystko przez to, że siedzę w domu i ciągle szukam co by tu zjeść, co by przekąsić. Ale już od poniedziałku wracam do pracy i będę się twardo trzymać diety i ćwiczeń i już się nie złamie! Obiecuję to samej sobie! Najgorsze, że teraz tak się źle czuje po tym kebabie, że to masakra. Bulgocze mi brzuszek boli, wzdęcia - MASAKRA. Mam kare za głupotę.

No i bilans:

Zjadłam:
Posiłek I: banan.
Posiłek II: półtorej kromki pełnoziarnistego chleba żytniego, pasta z czosnku, polędwica z indyka, sałata lodowa, roszponka, rzodkiewka.
Posiłek III: Pomidorowa z ryżem (bez śmietany, gotowana na wywarze warzywnym).
Posiłek IV: kebab, dwie kostki czekolady. - PORAŻKA.

Trening:
Bieg:
5 minut marszu
5 min biegu
2 minuty marszu
4 min biegu
2 minuty marszu
3 min biegu
5 minut marszu
Razem 12 minut biegu.

Na koniec trochę pięknego ciała, które mam nadzieję też będę miała.










 

 
Bilans,
Dzisiaj byłam leniwą bułą i nie ćwiczyłam. Wiem, wiem będę gruba. Ale jakoś naprawdę nie miałam siły w sobie żeby się zabrać za ćwiczenia.

Treningu brak

Ale za to jeśli chodzi o jedzonko nie złamałam się. Odwiedziła mnie koleżanka, było oglądanie filmów, popcorn, chipsy, czekolada i te sprawy i się nie złamałam. Wytrwałam, choć byłam już bliska zjedzenia czekolady. No ale skoro jestem leniwą bułą i nie ćwiczyłam to już nie mogę sobie pozwolić na jedzenie tego całego shitu.

Dzisiaj zjadłam:
Posiłek I: szejk z 2 bananów, garści wiśni i 3garści płatków kukurydzianych.
Posiłek II: kawałek bułki czosnkowej.
Posiłek II: makaron kukurydziany z suszonymi pomidorami, rukolą, szpinakiem, jarmużem.
Posiłek III: kasza jaglana z miodem, rodzynkami, migdałami, orzechami nerkowca.
 

 
Bilans,
Dzisiaj już biegałam. Było ciężko nie powiem. Ale dałam radę przebiec 5 minut bez przerwy - wyzwanie życia hehe. Mam nadzieję, że już niedługo uda mi się dojść do 10minut bez przerwy.

Trening:
5 minut marsz
5 min bieg
2 minuty marsz
4 min bieg
2 minuty marsz
3 min bieg
5 minut marsz

W sumie przebiegłam 12 minut. Jeszcze kilka razy i zacznę wydłużać moje bieganie z tych 12 minut do 20 minut.

A jeśli chodzi o jedzenie to po wczorajszych szaleństwach dzisiaj wracam do pilnowania mojego menu oraz do stosowania przerw między posiłkami. Ja ogólnie mogłabym jeść cały czas - bez przerwy. Mogę kończyć jeden posiłek i zaczynać kolejny.

Posiłek I: banan.
Posiłek II: szejk z banana garści wiśni, trzy garści płatków kukurydzianych.
Posiłek III: pełnoziarnista bułka z dynią, pasta czosnkowa, sałata, pomidor, ogórek kiszony.
Posiłek IV:makaron kukurydziany ze szpinakiem i jarmużem.
Posiłek V - ewentualnie: kisiel z owocami.

Na koniec trochę pięknego ciała.








 

 
Wczorajszy bilans.
Wczorajszy dzień był ciężki, bardzo nerwowy. Nie miałam czasu nawet tutaj zajrzeć.

Kiedy się denerwuję to bardzo dużo jem. Niestety zajadam stres i nie umiem sobie z tym poradzić, chociaż już i tak coraz lepiej sobie z tym radzę. Dlatego też wczoraj zjadłam:
Posiłek I: ciemna bułka z sezamem, ser feta, sałata, rzodkiewka.
Posiłek II: zupa jarzynowa.
Posiłek III: 3 francuskie tosty z ketchupem.
Posiłek IV: 2 snickersy.
Posiłek V: zupa jarzynowa.
Posiłek VI: frytki z ketchupem.

Wiem, wiem, wiem słabo, ale cóż i takie dni w zdrowym trybie się czasem znajdują.

Trening - regeneracja.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Dzisiejszy bilans.
Oczywiście się złamałam. Ale już niedługo zjem całe domowe "złe" zapasy i się skończy podjadanie.

Zjadłam:
Śniadanie: banan
II Śniadanie: szejk z 3bananów, połowy ananasa i mandarynki
Obiad: pieczone warzywa (marchew, ziemniaki, brokuł)
Podwieczorek: snickers - nieładnie
Kolacja: ciemna bułka z sezamem, polędwica z piersi z indyka, sałata, pomidor, rzodkiewka, papryka
 

 
Trening,
Już jestem po dzisiejszym treningu. Jak mówiłam wczoraj dzisiaj było bieganie. Nie powiem rano się zastanawiałam, czy nie odpuścić przez zakwasy już nie w nogach, ale za to w plecach, klatce piersiowej i ramionach. Ale się nie poddałam! Jutro zrobię dzień regeneracji.

Troszkę zaskoczył mnie śnieg, który zobaczyłam jak wyszłam z domu, ale mimo to się nie zniechęciłam. I albo mi się wydawało, albo dzisiejsze bieganie wymagało ode mnie większego wysiłku. Może to przez ten śnieg, może przez temperaturę, a może dopada mnie po woli czyste lenistwo. Który czynnik by to nie był nie będę się poddawać.

Trening:
5 minut marszu
2 min biegu
2 minuty marszu
4 min biegu
2 minuty marszu
3 min biegu
2 minuty marszu
3 min biegu
5 minut marszu

Wychodzi, że przebiegłam 12 minut, jak na mnie i na drugi dzień biegania nieźle. No i udało mi się biec ciągiem 4 minut! Następnym razem próbuje 5 minut.

I jeszcze dzisiaj stwierdziłam, że się pomierzę, żeby sprawdzić ile mi przybyło tu i ówdzie przez te kilka miesięcy rozpusty. Z przykrością muszę stwierdzić OJJJ NIEŁADNIE KASIU!!!! Sami zobaczcie:
Biust: było 88 - jest 88
Pod biustem: było 74 - jest 73
Talia: było 68 - jest 68
Pas: było 80 - jest 76
Kości biodrowe: było 79 - jest 83!!!!
Biodra: było 86 - jest 87!!!
Uda: było 51 - jest 49
Nad kolanem: było 35 - jest 35
Łydka: było 33 - jest 33
Biceps: było 25 - jest 26

No masakra. Po prostu masakra!
 

 
Dzisiejszy bilans.
Dzisiaj zaszalałam z jedzeniem, a dokładnie z glutenem. Staram się jeść raczej bez glutenowo, ale oczywiście w miarach rozsądku. Jak mam chęć na pieczywo czy makaron z pszenicą, żytem czy orkiszem to sięgam po nie. Ale to okazjonalnie. Na co dzień skupiam się na produktach kukurydzianych, ryżowych, gryczanych czy jaglanych. Dzisiaj za to aż dwa moje posiłki zawierały gluten. Ale nie przejmuję się tym, bo i tak były w pełni zdrowe i uzupełnione w warzywa oraz produkty nisko tłuszczowe.

Tak więc dzisiaj zjadłam:
Śniadanie: sok z ananasa, pomarańczy, jabłka. Wyszło mi zaledwie pół litra, więc szybko byłam głodna.

II Śniadanie: pomidorowa z ryżem (bez śmietany, jogurtu czy innego nabiału i oczywiście gotowana na warzywach nie mięsie).

Obiad: tortilla pszenna (w sklepie nie było kukurydzianej) zapiekana ze szpinakiem, cukinią, cebulą.

Kolacja: ciemna bułka z sezamem, filet z piersi z indyka, sałata, papryka, rzodkiewka, kiełki rzodkiewki.

Trening też się odbył, chociaż myślałam, że nie dam rady takie mam zakwasy po wczorajszym bieganiu. Ale potem popatrzyłam w lustrze na mojego maćka - brzuch i się zdecydowałam, że mimo bólu troszkę poćwiczę. Jutro idę biegać!

Trening:
5 minut rozgrzewka
10 minut Mel B ramiona
10 minut Mel B klatka piersiowa i plecy
10 minut Mel B pośladki
5 minut rozciąganie
























 

 
Aloes
Od dzisiaj zaczęłam pić aloes. Będąc w święta u taty dopadłam jego ogromnego krzaka, prawie już drzewo aloesu. Przywiozłam sobie do domku i przerobiłam na sok do picia. Może stać w lodówce kilka, może nawet kilkanaście dni. Myślę, że to co mam starczy mi na jakieś dwa tygodnie. Dodaje dwie łyżki soku z aloesu do szklanki wody z cytryną, którą piję po przebudzeniu.

O prozdrowotnych właściwościach aloesu wiem nie od dziś, ale dopiero teraz się zdecydowałam, że mogłabym go popijać. Bo w końcu warto. poniżej krótka informacja:

"Miąższ liści aloesu składa się w 96 proc. z wody, jednak pozostałe 4 proc. to blisko 270 składników o dużej aktywności biologicznej. Roślina jest wyjątkowo bogatym źródłem białek, występujących w postaci najłatwiej przyswajalnych aminokwasów egzogennych – dziewięciu z dziesięciu niezbędnych człowiekowi. Miąższ zawiera także duże ilości witamin (przede wszystkim C, B1, B2, B3 oraz beta-karotenu). Występuje w nim szereg biopierwiastków: potas, wapń, magnez, sód, fosfor, cynk, siarka czy żelazo. Sok z aloesu jest bogaty w związki glikozydowe (m.in. aloinę i biostymulatory).

Niezwykle cennym składnikiem rośliny są enzymy (np. bradykinaza) oraz polisacharydy, posiadające zdolność wiązania się z białkami błon komórkowych i osocza. Specjaliści podkreślają także obecność molekuł cukrowych o długich łańcuchach. – Taki skład aloesu sprzyja wyjątkowo wszechstronnemu działaniu na ludzki organizm, zwłaszcza że mamy tu do czynienia ze współdziałaniem wielu składników potęgujących efekt terapeutyczny"

Polecam każdemu kto ma dostęp do własnej hodowli aloesu, na zrobienie sobie własnego soczku. A jeśli ktoś nie ma aloesu w domu myślę, że można zainwestować parę złotych w sok. Który swoją drogą nie jest jakoś strasznie drogi. Gdzieś w aptece widziałam litrową butle za kilkanaście złotych. Gorąco polecam pić dla zdrowia.





 

 
Bilans,
o treningu już było. Zostało jeszcze jedzonko Dzisiaj jakoś malutko owoców, bo tylko jedno jabłuszko. Jakoś nie miałam chęci na owoce, więc dzisiaj z nich zrezygnowałam.

Dzisiaj zjadłam:
Śniadanie: 2 kromki chleba bezglutenowego własnego wypieku (ryżowo - gryczano - kukurydziany), wegańska pasta francuska, szczypior, kiełki rzodkiewki.
Obiad: wegetariańskie chilli con carne.
Podwieczorek: jabłko.
Kolacja: pieczone frytki - sklepowe, więc z tłuszczem. Z reguły robię sama i piekę bez tłuszczu, ale tak jak wspominałam wcześniej wyjadam resztki jedzeniowych szaleństw i tu się zaliczają sklepowe frytki.

Na koniec oczywiście trochę motywacji




























 

 
Bieganie,
Wszyscy w koło podniecają się bieganiem, przeżywają jakie ono jest fajnie, jak miło tak sobie pobiegać, jak to cudownie gubi się kilogramy i rzeźbi sylwetkę biegając. Więc i mnie dopadła chęć, żeby spróbować. Zobaczyć jak to jest. Męczyła mnie ta myśl już z miesiąc. I w końcu dzisiaj postanowiłam. PÓJDĘ! ZOBACZĘ! I poszłam.

Powiem szczerze, że było fajnie. Krótko, ale fajnie. Ja i moja kondycja nie pozwoliły mi na bieg 40 czy 60 minut. To było zaledwie 25 minut z czego samego biegu 11 minut. Wiem słabizna i takie tam. Ale to był mój pierwszy bieg w życiu. Więc i tak jestem z siebie dumna. Spodobało mi się będę to robić, może nie codziennie, ale na początek 2 razy w tygodniu będzie myślę spoko. Już przerabiałam różne ćwiczenia w życiu i znam siebie jeśli "porwę się motyką na słońce", zacznę szaleć na zasadzie codziennie po godzinie do bólu, na przymus. To porzucę to w cholerę po tygodniu. Dlatego powolutku, małymi kroczkami do celu. Ta krótka przebieżka robiła za mój dzisiejszy trening bo tak jak mówiłam, powolutku do celu, nie wszystko na raz. Raz bieg, a raz inne ćwiczenia. Jeśli ktoś się ze mną nie zgadza to trudno.

A i zabrałam się za bieganie w zwykłych spodniach dresowych, swetrze, parce i trampkach. Więc jeśli ktoś też chce zacząć, a jego wymówką jest brak butów, czy jakiegoś stroju. To szczerze powiem to jest żadna wymówka Po prostu nie chce się wam ruszyć tyłka
Jeśli ktoś tak jak ja chce spróbować, zaczął próbować biegać dajcie znać jak wam idzie? Jak się tym czujecie? Ile jesteście w stanie przebiec jednorazowo? U mnie jak widać słabizna, ale będzie lepiej, obiecuje

Dzisiejszy trening:
Bieg interwałowy:
3 minuty marszu
1 min biegu
2 minuty marszu
1 min biegu
2 minuty marszu
3 min biegu
3 minuty marszu
3 min biegu
3 minuty marszu
3 min biegu
3 minuty marszu
No chyba, że wieczorem będę miała energie i chęć to się jeszcze rozruszam z jakimiś ćwiczeniami.









  • awatar kasior: W okresie wiosenno letnim stawiam na rower:)
  • awatar Folari: Ja lubię sobie od czasu do czasu pobiegać, ale raczej nie zdecydowałabym się na takie regularne bieganie. :)
  • awatar kolekcjonerka słów: ja w okresie wiosenno letnim biegam, teraz podziwiam za odwagę, taki wiatr że łeb urywa. Też zaczynałam od biegania w tenisówkach :) ale szybko kolana zaczęły boleć więc zainwestowałam w buty. Też zaczynałam od naprzemiennego marszu i biegu. Powodzenia w bieganiu! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Obsesja jedzenia.
Dlatego zawsze gdy tylko człowiek stwierdzi: "Dobra czas wziąć się za siebie, zacząć zwracać uwagę na to co się je". Od razu jego życie zaczyna kręcić się w koło jedzenia? Ciągle się myśli o jedzeniu, o tym co się zje na śniadanie, obiad, kolację. O tym czego się nie zje. Dlaczego od raz robimy się głodni? Dlaczego w głowie ciągle jest głos mówiący "JEDZENIE, JEDZENIE, JEDZENIE"?

To jest przerażające, ale gdy tylko pomyślę o jakiejkolwiek zmianie w moim jedzeniowym życiu, o jakimkolwiek zakazie który chce sobie wprowadzić, wtedy od razi wszystko kręci się wokół jedzenia. Dlaczego tak trudno odzwyczaić się od jedzeniowych nawyków? Nawet jeśli wiemy, że zjadając tabliczki czekolady dziennie robimy sobie krzywdę dlaczego chcemy dalej to robić? Dlaczego nie możemy sami sobie pozwolić wyzbyć się tego nawyku tak po prostu z dnia na dzień, jakby go nigdy nie było? I dlaczego w ogóle dopuszczamy się do robienia samym sobie takiej krzywdy przez jedzenie całego shitu? Się pytam dlaczego????





















 

 
Lenistwo, totalne lenistwo.
Dzisiejszy dzień minął pod znakiem nic nie robienia. Cały dzień praktycznie tylko oglądałam serial. Pozwoliłam sobie na szaleństwo zjadłam dwa Snickersy. Wiem, wiem obiecałam samej sobie, że pozwolę sobie na to dopiero za jakieś -2 - 3 kg. Ale niestety jak siedzę tak w domu bez celu to szukam ciągle co bym mogła zjeść i niestety się złamałam. Chociaż nie mam jakiś strasznych wyrzutów sumienia. Wierzę w siebie, że i tak dam radę osiągnąć to czego pragnę.

Z okazji, że dzisiaj jest totalne lenistwo nie było ćwiczeń. A dokładnie to dlatego takie lenistwo i brak ćwiczeń, bo mam straszne zakwasy i dzisiaj się regeneruję. Dlatego właśnie:

Trening - regeneracja

A jeśli chodzi o dietę to wyglądała dzisiaj tak:

Śniadanie: szejk z 3 bananów, dwóch garści wiśni.
Obiad: wegetariańskie chilli con carne.
Podwieczorek: dwa snickersy - wiem masakra.
Kolacja: bułka pełnoziarnista z kozim serkiem, papryka, kiełki rzodkiewki.

I na koniec trochę ładnego ciała


























 

 
Dietę też trzymałam, chociaż miałam chęć sięgnąć po batona. Przyznam się bez bicia mam zapas batonów i czekolad w szafce. Ale one sobie tam tylko leżą, nie zamierzam ich tknąć. No może jeszcze nie teraz Ale wszystko z umiarem oczywiście. Jak zrzucę 2 - 3 kg pozwolę sobie na jakieś małe szaleństwo. Wiadomo trzeba się nagradzać za sukcesy
Nie wiem jak mam nazywać moje posiłki ponieważ ogólnie ciepły posiłek - obiad jem dopiero na kolacje. Taki tryb mi pasuje, ponieważ w pracy nie mam zbytnio czasu i warunków na odgrzewanie. A po za tym przez kilka miesięcy stosowałam dietę RAW TILL4 i tak już mi weszło w nawyk, że do 16 raczej nie jem nic ciepłego, oraz że bazuje na surowych owocach i warzywach właśnie do 16. Ale oczywiście jeśli najdzie mnie chęć to sięgam po ciepłe jedzonko lub coś innego niż owoce wcześniej niż o 16. Z reguły jest tak w weekendy, albo tak jak teraz gdy jestem na urlopie.

Zjadłam:
Śniadanie: 4wafle kukurydziane z wegańską sojową pastą francuską firmy polsoja(niezbyt smaczna, nie polecam, więcej nie kupię), ogórkiem kiszonym, konserwowym, szczypiorkiem.
II śniadanie: banan.
III śniadanie? obiad?: sok z prawie całego ananasa, 3 pomarańczy, ćwiartki cytryny, dużego jabłka - własnoręcznie wyciskany w mojej fantastycznej sokowirówce.
Przekąska? Podwieczorek? - kanapka z kozim serem - siostra kupiła kozi serek i bardzo chciałam go spróbować, dlatego się skusiłam.
Kolacja: wegańska pizza (sos pomidorowy, pieczarki, kukurydza, cebula, papryka czerwona, cukinia, oliwki zielone i czarne, papryczki chilli), ciasto oczywiście własnego wyrobu.

Oczywiście każdy dzień zaczynam od dużej szklanki ciepłej wody z cytryną.



 

 
Zmieniając temat nadal trzymam się postanowienia, że schudnę, poprawię wygląd mojego ciała - będę ćwiczyć! Po wczorajszym, niezbyt wymagającym treningu mam takie zakwasy w pośladkach, że ledwie daje radę chodzić po schodach. I to był dla mnie szok. Tyle ćwiczyłam, tyle jeździłam na rowerze i co??????? Wystarczyło 3 miesiące przerwy i już brak formy? Mięśnie się zastały?

Ale spokojnie, powoli się rozruszam i wrócę do formy Wierzę w to! Mimo bólu nie poddałam się i dzisiaj ćwiczyłam. Jutro zobaczę jak będzie, może zrobię dzień przerwy na regenerację. A może wytrwam i zrobię przerwę w niedziele.

Dzisiejszy trening:
5 minut rozgrzewka
10 minut ramiona z Mel B (obciążenie po 1kg na rękę)
10 minut nogi z Mel B
10 minut ABS z Mel B
5 minut rozciąganie
 

 
Udany dzień!
Tak dzisiejszy dzień bez wątpienia był udany. Mimo kiepskiej pogody humor mi dopisuje. Urlop trwa odpoczywać można, jest miło. A do tego wybrałam się na zakupy i udało mi się kupić torebkę. Od jesieni szukałam odpowiedniej dla mnie torebki. Nie jest to takie proste, ponieważ musi być pakowna, spora - ale też nie jakaś mega wielka. Jestem osobą noszącą ze sobą mnóstwo rzeczy szczególnie do pracy. To jedzenie, to jakieś materiały, to niezbędne książki. Wiadomo gdzieś to upchać trzeba. Najlepiej do torebki, ponieważ nie lubię mieć miliona toreb, gdy w autobusach ścisk, który jest zawsze. A poza tym torebka musi mieć to coś. Jak to mawia moja siostra "muszą zaświecić Ci się do niej oczy". W przeciwnym razie po tygodniu rzucę ją do kąta i nie będę nosić.

Dlatego właśnie postawiłam na mój ulubiony sklep z torebkami PARFOIS i się nie zawiodłam. Zakupiłam to oto cudo, tylko w kolorze bordowym, czarnego nie było. I chyba to dobrze. Zimą wiecznie jestem cała czarna, chociaż torebka rozwieję tę ponurą aurę.
 

 
Tak, jak obiecałam zamieszczam zdjęcia tego jak teraz wyglądam. Jest tragedia, wiem o tym doskonale. Ale wierzę w to, że mi się uda i już za jakiś czas nie będę się wstydzić swojego ciała.







Póki co pozostaje mi wiara i samozaparcie. Ale tym razem się nie poddam. Nawet jeśli odpuszczę to tylko na chwilę, a potem będę walczyć dalej.

Dzisiaj już zaczęłam trening. Ale jakoś ciężko mi szło. Może dlatego, że przed treningiem robiłam porządki i przemeblowanie, przesuwałam meble i te sprawy, trochę się zmęczyłam. A może to dlatego, że jestem leniwą bułą i już straciłam formę. Dlatego dzisiaj malutko, ale to zawsze coś, prawda?

Trening:
5 minut rozgrzewka
10 minut pośladki z Mel B
10 minut płaski brzuch z Mel B
5 minut rozciąganie

Jeśli znacie jakieś fajne treningi możecie dać mi znać. Ja lubię jak coś nie dzieje, nie lubię nudnych i monotonnych treningów.

A jeśli chodzi o dietę, to dzisiaj nie była doskonała, bo dojadałam resztki, które mi zostały. Wolałam dojeść niż wyrzucić. No i jakoś po ciężkim śniadaniu długo nie byłam głodna, więc dopiero teraz jem - pije drugi posiłek, ale jeszcze zrobię sobie ciepłą kolacyjkę.

Zjadłam:
Śniadanie: kopytka podsmażone
Obiad? Podwieczorek?: koktajl z dwóch bananów i ćwiartki ananasa
Kolacja: kasza gryczana duszona z warzywami

I na koniec troszkę motywacji









  • awatar aηoηyмυs ☣: trzymam kciuki :*
  • awatar Bloody Rose ♥: nie jest tragicznie, tylko źle, a nawet nie źle, ale jeżeli nie czujesz się dobrze sama ze sobą, to powodzenia kochana! :) ps. zapraszam http://karolinanapieraj18.blogspot.com/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
WRACAM!!!!!!
Nie było mnie tu bardzo długo, ale po tej przerwie wracam. I zamierzam dzielić się z Wami moim postępem.

Od ponad roku intensywnie się odchudzałam. Co mi to dało? Utratę prawie 20kg! Niby fajnie, niby ładnie. Ale ja nie jestem w ogóle zadowolona!!!!!

Udało mi się schudnąć do 47kg. Niestety potem osiadłam na laurach (przestałam ćwiczyć, jeździć na rowerze, zaczęłam jeść czekolady, batoniki, chipsy, itp.)i przytyłam do52kg. Niektórzy powiedzą "OOOOO MÓJ BOŻE TY SIĘ GŁODZISZ!!! JESTEŚ SZKIELETEM" Ale nie, tak nie jest! Mam niecałe 160cm wzrostu więc, taka waga jest chyba odpowiednia? Chociaż sama nie wiem. Jak dla mnie jest mnie tu i ówdzie trochę za dużo!

Wiem, wiem... nie tylko dieta się tu liczy, trening też jest ważny. I dlatego właśnie tutaj wracam. Dzięki temu, że zapisuję co robię, co jem to jakoś bardziej się pilnuję. I tego właśnie potrzebuję. SAMODYSCYPLINY!!!!

Tak jak wcześniej będę zapisywać, co jem, co ćwiczę i jak się zmienia moja waga. Postaram się w najbliższych dniach zamieścić zdjęcia jak wygląda moje ciało, żeby pokazać wam, że to co mówię jest prawdą. MAM MASĘ TŁUSZCZU! Szczególnie na brzuchu:-/

Ogólnie duże się u mnie zmieniło jeśli chodzi o żywienie. Teraz staram się jeść dużo owoców i warzyw, trochę odstawiłam mięso - nie całkiem, ale staram się go jeść mało. Nabiału nie jem prawie w ogóle. Kawę odstawiłam z pół roku temu i nie pije w ogóle. Ale za to jem dużo węglowodanów, których kiedyś unikałam, bo myślałam, że to właśnie one najbardziej mnie tuczą! Teraz moje obiady składają się z węglowodanów plus warzyw. I dla ciekawskich to tak jem ziemniaki, których wcześniej nie tykałam przez ponad pół roku. Zresztą co się będę rozpisywać co jem, a czego nie jem. Z czasem zobaczycie same jak wygląda moje odżywanie.

To co chcę teraz osiągnąć? To waga 45kg! i płaski brzuch, szczuplejsze uda - ogólnie lepsze ciałko:-)
Daje sobie na to czas do kwietnia. Chyba sporo czasu? Nie sądzicie?
  • awatar Reachell: Teraz wydaje ci się, że sporo czasu ale gdy osiągniesz wymarzoną wagę stwierdzisz, że szybko poszło :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Dzisiejszy bilans
Zjadłam
Śniadanie: płatki fitella na mleku.
Obiad: pulpety z piersi z kurczaka ze szpinakiem i serem mozzarella, pomidor.
Podwieczorek: jabłko, banan.
Kolacja: serek wiejski ze szczypiorkiem, wafel ryżowy z pasztetem posypany słonecznikiem.

Treningu brak.
 

 
Dlaczego to jest takie trudne?
Niby nikt nam nie każe jeść tej czekolady, potem żałujemy, a i tak po nią sięgamy! Znowu się złamałam zjadłam czekoladę, nie potrafię sobie odmówić! Tak dobrze mi szło, tyle czasu potrafiłam samej sobie powiedzieć nie. A teraz zero silnej woli ciągle coś mnie kusi i sięgam po to chociaż wiem, że później będę miała pretensje do samej siebie. Ehhh Dalej będę próbować. Może w końcu się uda...

Dzisiejszy bilans:
Zjadłam:
Śniadanie: jajecznica z dwóch jaj.
Obiad: pulpeciki z piersi kurczaka ze szpinakiem i mozzarellą, pomidor.
Podwieczorek: jabłko.
Kolacja: płatki ryżowe na mleku, czekolada(dwa paski).

Im się udało, mi może też się uda:











 

 
Dzisiejszy bilans:
Zjadłam:
Śniadanie: Serek wiejski.
Obiad: schab w sosie, ogórek kiszony.
Podwieczorek: jabłko.
Kolacja: banan, kasza manna z sokiem.

Całość około 1100kcal.

Treningu brak. Ćwiczyć mi się nie chciało, a na jazdę rowerem pogoda mi nie pozwoliła.

Po tygodniowej przerwie nie mogę znaleźć w sobie motywacji, żeby znowu się za siebie wziąć. Czemu to jest takie trudne?
  • awatar Klaudia Stylizacja Paznokci <3: To nie jest takie łatwe..tez kupiłam rolki i hula hop.Na rolki nie mam czasu przez pracę a hula hop wykorzystałam chyba raz..No ale okazało się,że mam problemy z żoładkiem..ścisła dieta jak nic brzuszek mam już plaski czuję ,że schudłam..a dieta idealnie nadaje się na budowanie mięśni..więc w końcu muszę znalezć czas na mój sport:) Powodzenia
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›